Skąd wzięli się Sarmaci?

O polskich opowieściach założycielskich rozmawiamy z dr Joanną Orzeł, historyczką z Uniwersytetu Łódzkiego, autorką książki My, Sarmaci.

Adam Leszkiewicz: Gdy mówimy o opowieściach założycielskich czy mitach o pochodzeniu, powszechnie kojarzymy mit Sarmacji. Ale co było przed Sarmacją? Jakie były początki polskich opowieści założycielskich, jak szybko w polskiej historii zaczęły się one pojawiać?

Joanna Orzeł: Przede wszystkim była to opowieść o Lechu, którą kojarzy chyba każdy z nas jeszcze z dzieciństwa. Legenda o Lechu i Czechu, założycielach Polski i Czech, pochodzi z kronik średniowiecznych. Najważniejszą dla nas jest ta spisana przez mistrza Wincentego, zwanego Kadłubkiem. To jemu zawdzięczamy wprowadzenie na przełomie XII i XIII wieku do historiografii pojęć, takich jak Lech, Lechici, Lechia czy symboli, takich jak orzeł, który stanie się w przyszłości herbem państwa polskiego. Każdy kolejny kronikarz odnosił się do tego mitu założycielskiego, pisząc o historii naszej ojczyzny.

Kolejnym kamieniem milowym w tworzeniu państwowej mitologii było pojawienie się w kronice Jana Długosza z XV wieku mitu o pochodzeniu sarmackim. Co równie istotne, Długosz połączył te dwie opowieści: lechicką i sarmacką, tak by nie sprzeciwiać się tradycji średniowiecznej, już ugruntowanej wśród wykształconych Polaków. Z kronik Długosza korzystali wszyscy następni piszący o najdawniejszych (choć wymyślonych) dziejach: zarówno kronikarze, jak i heraldycy czy poeci popularyzujący te mity wśród społeczeństwa państwa polsko-litewskiego w epoce nowożytnej. W wieku XVI mamy do czynienia z największym rozkwitem naszej lechicko-sarmackiej mitologii. Można wręcz uznać, że nie było wówczas pisarza historycznego, który przemilczałby nasze opowieści założycielskie.

AL: Po co je opowiadano? O czym one opowiadały? Na ile ich autorzy byli zainteresowani opowiedzeniem lokalnej historii, a na ile włączeniem jej w historię uniwersalną, w opowieści antyczne i biblijne?

JO: Opowieści założycielskie to w przypadku poszczególnych państw mity polityczne mające określone funkcje do spełnienia. Z jednej strony mity często służyły wpisaniu się w większą całość: w naszym przypadku doskonale widać to w micie sarmackim. Mity o pochodzeniu w Europie Zachodniej powstawały we wczesnym średniowieczu. Italia, Francja, Anglia – wszystkie one odwoływały się do wojny trojańskiej.

Nam nie udało się znaleźć praprzodka w czasie jej trwania, ale antyczni Sarmaci, o których pisali nasi kronikarze z XVI wieku (na przykład Aleksander Gwagnin), mieli istnieć już w czasach tego dziesięcioletniego konfliktu. Przyjęcie tezy, że pochodzimy z czasów wojny trojańskiej to więc wpisanie się w historię uniwersalną, wypływające z chęci przynależności do cywilizacji grecko-rzymskiej, tradycji Europy Zachodniej – także w zakresie wspólnego pochodzenia.

Z drugiej strony mity o pochodzeniu służyły legitymizacji podziału stanowego w państwie, ustroju, przywilejów czy nawet przyszłego podziału ziem. Tę ostatnią kwestię widzimy w przypadku Wysp Brytyjskich, gdy Brutus spod Troi podzielił ziemie między swych trzech synów. Jeden z nich dostał Anglię, drugi – Walię, trzeci – Szkocję. Znany z późniejszych oczywiście realiów podział ziem otrzymał więc sankcję dawności, tradycji, co go uwznioślało, ale i legitymizowało. W naszym przypadku możemy ponownie odwołać się do antycznych Sarmatów (pojmowanych jako naszych wyimaginowanych przodków). Szlachta lubiła się powoływać na ich waleczność (którą – jak twierdzono – po nich odziedziczyła), ale także na ich wolność. Nasi kronikarze z XVII i XVIII wieku twierdzili, że dawni Sarmaci szczycili się niczym nieskrępowaną wolnością, której reliktami miały być… szlacheckie przywileje. Gdyby zostały one ograniczone, byłoby to jawne wystąpienie przeciwko tradycji, która w społeczeństwie Rzeczpospolitej Obojga Narodów była niezwykle istotną wartością.

Gdy mowa o państwie polsko-litewskim, to trzeba wspomnieć o jeszcze jednej funkcji mitu o pochodzeniu – integracyjnej. Mit o antycznych przodkach – Sarmatach i o antycznej krainie – Sarmacji miał służyć zespoleniu społeczeństwa nowego państwa, nowożytnej Sarmacji, czyli Rzeczpospolitej. Polacy, Litwini, Rusini – wszyscy mieli być nowożytnymi Sarmatami mieszkającymi w nowożytnej Sarmacji. Zróżnicowane etnicznie, wyznaniowo i językowo grupy ludności miały zamieszkać pod wspólnym niebem i miały poczuć jakąkolwiek więź – w tym przypadku była to (wyimaginowana co prawda, ale zawsze) historia. Z tego też powodu mit sarmacki był tak szeroko rozpowszechniany w XVI wieku, zwłaszcza przed powstaniem wspólnego państwa – Rzeczpospolitej Obojga Narodów na mocy unii polsko-litewskiej w 1569 roku.

Szybko jednak ze wspólnego dla całego społeczeństwa mitu niewiele pozostało. Oto bowiem szlachta odnalazła inne źródło potwierdzające jej uprzywilejowaną pozycję w państwie – Pismo Święte. To na nie się powoływała w celu usankcjonowania swojej pozycji stanowej. Szlachta miała bowiem pochodzić od Jafeta (rzadziej twierdzono, że od Asarmota), podczas gdy chłopi od Chama. Wszyscy oni byli synami Noego, ale pierwszy był przeznaczony do obrony ojczyzny i rządzenia, czyli wypełniał obowiązki (i korzystał z przywilejów) późniejszej szlachty, ostatni zaś – do pracy na roli. Jak więc widać, wszystkie mity miały głównie na celu wytłumaczenie sobie (i innym) świata, w którym funkcjonowano: zajmowania danej pozycji społecznej, posiadania lub nie przywilejów i tak dalej.

AL: A kiedy i jak pojawił się mit Sarmacji i Sarmatów? Dlaczego ta opowieść osiągnęła tak wielki sukces? Czy jesteśmy w stanie prześledzić, jak ta opowieść zmieniała się w czasie i dlaczego? Czy pojawiały się różne wersje tych opowieści, a jeśli tak, to czy używano ich do zwalczenia konkurencyjnych opowieści, czy po prostu współistniały w ówczesnej kulturze?

JO: Jak wspomniałam, mit Sarmacji pojawił się w polskiej historiografii za sprawą Jana Długosza tworzącego w XV wieku. W kolejnym stuleciu określenie „Sarmacja” stało się już synonimem Rzeczypospolitej, a jej mieszkańców nazywano Sarmatami. Mity o pochodzeniu mają jednak to do siebie, że zmieniają się w czasie, ale nie radykalnie. Główny zrąb opowieści pozostaje ten sam, dodawane są drobne elementy, których akurat w danym czasie brakuje, czy raczej które są w określonych warunkach potrzebne: czy to władcy, czy to jego poddanym. W przypadku mitu sarmackiego wspomniałam już o zawłaszczaniu pochodzenia sarmackiego przez szlachtę, mimo że pierwotnie Sarmatami mieli być wszyscy mieszkańcy Rzeczypospolitej polsko-litewskiej (a przynajmniej kronikarze i inni pisarze nie wprowadzali stanowego rozróżnienia).

Jakie elementy do mitu sarmackiego dodawano? Po pierwsze, język. Już w XVI wieku dokonano zrównania: Sarmata = Słowianin. Dzięki temu można było powiększyć liczbę potomków antycznych Sarmatów o każdego, kto w okresie nowożytnym posługiwał się językiem słowiańskim. W okresie nowej rzeczywistości ustrojowej, jaka zaistniała po śmierci Zygmunta Augusta, czyli wprowadzenia wolnej elekcji, gdy możliwe stało się, że władca będzie Niemcem, chciano podkreślić zwłaszcza odmienność od języka niemieckiego (i takich też obyczajów). Terytorium posługiwania się językiem słowiańskim było więc zachodnią granicą Sarmacji (choć nie widziano żadnego problemu w tym, że w wielu miastach Korony, zwłaszcza zaś w Prusach Królewskich, język niemiecki dominował). Słowiańska wspólnota językowa bywała też wykorzystywana przez władców, zwłaszcza Wazów. Oto bowiem tłumaczono ekspansję na Wschód (przede wszystkim za Zygmunta III) chęcią zjednoczenia wszystkich nowożytnych Sarmatów. Zwłaszcza w okolicznościowej poezji politycznej początków XVII wieku używano argumentu zjednoczenia antycznych ziem sarmackich pod berłem króla polskiego, czyli odebrania ich Moskwie. Mit sarmacki posłużył więc jako uzasadnienie działań wojennych.

Po drugie, religia. W wieku wojen, jak często określamy XVII stulecie, granice Sarmacji (rozumianej jako Rzeczpospolita Obojga Narodów) wyznaczały granice wyznań chrześcijańskich. Mimo licznie występujących przez cały XVI i XVII wiek konfliktów między katolikami i protestantami mieszkańcy państwa polsko-litewskiego mieli się jednoczyć przeciwko nowemu zagrożeniu – islamowi. Jak wiadomo, w bitwie pod Wiedniem skutecznie oparto się muzułmańskim najeźdźcom, ale często zapominano o wspólnocie chrześcijańskiej, faworyzując wyznanie rzymskokatolickie. To w XVII stuleciu propagowano hasło, które i dziś jest często przywołane w przestrzeni publicznej, czyli Polak = katolik. O tradycjach wielowyznaniowej Rzeczypospolitej lubimy bowiem zapominać, czy wręcz ją ze świadomości wypierać.

Innym elementem były kwestie ustrojowe. W dziełach historycznych powstałych w XVII i XVIII wieku uczeni twierdzili, że antyczni Sarmaci na przykład praktykowali wolną elekcję. Wprowadzenie więc monarchii dziedzicznej (czego szlachta się obawiała i niejednokrotnie wypominała monarchom, że mają oni takie dążenia) byłoby według pisarzy pogwałceniem pamięci bezimiennych sarmackich przodków.

Czy zatem mamy jeden mit sarmacki? Można uznać, że tak. Należy jednak zdawać sobie sprawę z tego, że tak jak inne opowieści założycielskie podlegał on zmianom, był wciąż na nowo aktualizowany – w zależności od tego, co (i komu) było w danym momencie potrzebne. Wówczas nowsza wersja mitu pełniła tylko jedną funkcję – legitymizacyjną. Szeroko o tych przemianach w micie czy to lechickim, czy sarmackim (ale nie tylko) pisałam w mojej książce Historia – tradycja – mit w pamięci kulturowej szlachty Rzeczypospolitej. Analizuję w niej, jak historia dzięki tradycji zmieniała się w mit i odwrotnie – jak mit dzięki historii stał się (wyimaginowaną, a uważaną przez szlachtę za realną) historią.

AL: Upadek I Rzeczpospolitej dramatycznie zmienił konteksty społeczne i polityczne. Jakie znaczenia i nośność te wszystkie opowieści straciły, a jakie zyskały w późniejszych dziejach Polski w wieku XIX, XX, a może i współcześnie?

JO: Wiara w mit o antycznych sarmackich przodkach podupadała już w epoce panowania Stanisława Augusta, czyli w czasach oświecenia. Co prawda pojawiał się on wówczas, a także na początku XIX wieku w źródłach, ale już nie na taką skalę jak w renesansie czy baroku. Nie rozpalały wyobraźni różnice w antycznych przekazach mające być potwierdzeniem danej tezy, jak to było w przypadku nowożytnych kronikarzy. Mit sarmacki był przede wszystkim istotny od XVI do połowy XVIII wieku. Od lat czterdziestych XVIII wieku coraz częściej pojawiały się głosy krytyczne na temat mitycznych opowieści, przede wszystkim wypływające ze środowisk uczonych gdańskich. Jednym z tych, którzy negowali wiarygodność opowieści o Lechu i Czechu, był Gotfryd Lengnich – przyszły nauczyciel historii Stanisława Antoniego Poniatowskiego, czyli Stanisława Augusta. Nie była to sytuacja znana tylko w Rzeczypospolitej – w Europie Zachodniej zaczęto szerzej krytykować mity jeszcze wcześniej. Uczeni i pisarze z państwa polsko-litewskiego ponownie podążyli więc za kolegami z Zachodu.

Opowieść o sarmackim pochodzeniu odeszła do lamusa, coraz częściej zaś pisano o „sarmatyzmie”, który zarówno w XIX, XX, jak i XXI stuleciu był i jest używany bardzo wszechstronnie, rzadko kiedy zaś precyzyjnie definiowany. Odnosi się oczywiście to szlachty, w tym jej kultury, ideologii, stylu życia, obyczajów, ubioru, kultury politycznej, architektury… Zwłaszcza w mediach, szeroko pojętej przestrzeni publicznej wrzucamy do jednego worka bardzo zróżnicowane treści, bo dziś mamy do czynienia z mitem o micie sarmackim, ponownie – z tradycją, która w określonych okresach przez określonych ludzi jest pojmowana w specyficzny sposób i wykorzystywana do konkretnych celów. Część z nas więc postępuje dokładnie tak samo, jak w okresie nowożytnym robiła szlachta: tłumaczy sobie świat, wybierając lub dodając elementy mitu, jakie są zgodne z jej postrzeganiem świata lub jakie są potrzebne do osiągnięcia konkretnych celów (często także politycznych).